Samoakceptacja

Cześć!

Na wstępie chciałabym wszystkim podziękować za miłe słowa odnośnie ostatniego wpisu! Nie spodziewałam się takiego odzewu z Waszej strony :) Takie własnie momenty motywują mnie do dalszego działania!

Ten post miał się pojawić już w zeszłym tygodniu, lecz niestety Melania napędziła mi strachu i opóźniła napisanie tekstu. Na szczęście jest wszystko w porządku i czekam na Nią dalej z niecierpliwością :)...

Samoakceptacja jest rzeczą ważną, lecz bardzo trudną. Sądzę, że każdy z nas zmagał się lub nadal zmaga się z zaakceptowaniem siebie, takim jakim jesteśmy. Portale internetowe, telewizja czy gazety, publikują zdjęcia sławnych ludzi, którzy stają się dla nas pewnym punktem odniesienia w naszym wyglądzie. Zapominamy często, że tak na prawdę nikt nie jest idealny i zdjęcia często są retuszowane lub w inny sposób poprawiane, abyśmy podziwiali wyrzeźbioną sylwetkę, idealnie gładką twarz czy doskonale ułożone włosy. Marzymy o tym aby być chudszym, zgrabniejszym, ładniejszym... idealnym. Lecz czym jest tak na prawdę ideał? Kobieta z krągłościami, czy też fit sylwetka? Brunetka czy blondynka? Długie, proste włosy czy krótkie i kręcone? Odpowiedź jest prosta. Ideałów nie ma. 


Parę ładnych lat temu nie wyszłabym bez makijażu z domu, nie uśmiechnęłabym się szeroko, nie związałabym włosów w kucyk, nie zrobiłabym przedziałku na środku, nie ubrałabym sukienki, nie odsłoniłabym troszeczkę brzucha, nie założyłabym obcisłej koszulki, nie założyłabym butów na obcasie. Uważałam, że moje czoło jest zbyt wysokie, z powodu trądziku nie chciałam straszyć ludzi brakiem makijażu, miałam krzywe zęby, przez moją szczupłą sylwetkę nie powinnam ubierać wielu rzeczy, aby nie zostać wyśmianą z powodu krzywych, chudych nóg czy też małego biustu oraz przez mój wzrost nie chciałabym być wyższa od innych, ubierając buty na obcasie oraz wiele wiele innych rzeczy. Było wiele sytuacji w życiu, gdzie słyszałam ostre słowa odnośnie tego jak wyglądam, kim jestem. A w zasadzie, że w ogóle nie wyglądam i jestem nikim. Nienawidziłam siebie i ciężko było mi spojrzeć nawet w lustro. Widziałam te wszystkie mankamenty, które były mi wytykane i myślałam o wszystkich złych słowach wypowiedzianych w moją stronę. Wszystko co się dzieje w moim życiu i to jak wyglądam jest tylko i wyłącznie moją winą. Wierzyłam w to zaparcie aż do niedawna. Spotkałam bardzo ważna dla mnie osobę w życiu, dla której wiedziałam, że warto się zmienić oraz zmienić samo nastawienie do samej siebie. Obecnie myślę, że to dobry początek i dobra motywacja do tego, by zrozumieć, że z czasem warto to robić chociażby dla siebie. Kto chciałby rozmawiać z zakompleksioną dziewczyną, która nie myśli o niczym innym tylko o tym jak bardzo beznadziejna jest, która na siłę robi z siebie kogoś kim nie jest, byleby tylko być zaakceptowaną w końcu przez rówieśników...

Mój partner zrobił dla mnie wiele zwykłymi prostymi słowami, które wyłapywałam, zapamiętywałam i myślałam nad nimi. "Ładnie Ci w związanych włosach", "ładnie dzisiaj się ubrałaś", "nie potrafię odróżnić kiedy masz na sobie makijaż, a kiedy nie". Wydawało by się, że to zwykłe słowa, lecz dla mnie były bardzo ważne. Zaczęłam rozumieć, że tamci ludzie wcale nie mieli racji, że wcale nie wyglądam, aż tak źle. Nie muszę się malować na siłę, aby zakryć swoje niedoskonałości, bo dla kogoś innego są one niezauważalne. Mogę ubrać to co na prawdę mi się podoba. Jest to również kwestia zrozumienia, że to co ludzie mówią, nie zawsze jest prawdą. Owszem czasem krytyka jest dobra, ale taka zgodna z prawdą. Nie krytyka, która ma na celu dobicie kogoś i wprowadzenie w zły stan psychiczny.

Kiedyś miałam również problem z wagą. Ważyłam bardzo mało i wyglądałam jak wieszak na ubrania. Dzięki temu myślałam, że będę wyglądać lepiej lub stanę się niezauważalna i już nikt nie powie w moją stronę złego słowa. Nie rozumiałam, że tak na prawdę nic tym nie zdziałam, a nawet szkodziłam sobie. Od kiedy przeprowadziłam się do mojego partnera i zmieniłam diametralnie swoje życie zmieniłam także dietę, jeśli tak to mogę nazwać. Zaczęłam jeść to co lubię, to na co mam ochotę, w jakiej ilości tylko chcę. Przytyłam dosyć sporo. I jak myślicie, spotkałam się z kolejnymi obelgami? Wręcz przeciwnie. Nie jedna osoba prawiła mi komplement, że teraz kiedy się trochę zaokrągliłam wyglądam o wiele lepiej.

Trudno było zamknąć swój długi, ciężki i zły okres w swoim życiu i zmienić diametralnie swoje życie i samą siebie. Sądzę jednak, że dzięki tym złym czasom, śmiało i szczerze mogę powiedzieć, ze w 100% zaakceptowałam siebie. Co nie było łatwe, lecz nie było też niemożliwe. Ciężko jest mi uwierzyć, że wykonałam tyle pracy nad sobą. Nikt jej nie widział, ale to nic, nie o to chodzi. Żyje mi się lepiej kiedy patrzę w lustro z przyjemnością i nie myślę o tym "jaka to ja nie jestem". A przede wszystkim najbardziej jestem dumna z siebie, że już nie udaję już kogoś, kim nie jestem.
Zauważyłam, że ktoś zaakceptował na przykład mój tak zwany lazy day, czyli po protu totalny nieogar i brak makijażu. Więc czemu ja nie mogę lubić takiej siebie? Pamiętajmy również, że nie zawsze musi być taka kolejność, bo to najpierw Ty możesz polubić takiego siebie :)

Nie mogę również zapomnieć dodać, że mamy nie zwracać totalnie uwagi na słowa innych. Absolutnie nie. Wiele różnych opinii słyszałam na swój temat, ale nauczyłam odróżniać się te, które są szczere i zgodne z prawdą od tych, które mają na celu mnie poniżyć.

Dzisiaj kiedy przeglądam instagram czy facebook i natrafię się na zdjęcie pięknej kobiety z super sylwetką myślę sobie, że musiała dużo pracy wykonać, aby tak wyglądać i podziwiam ją za to, ale nie zazdroszczę. Każdy z nas jest inny. Nie każdemu jest łatwo wyrobić sobie piękne ciało, trzymać się diety, ważyć mało, mieć dużo siły. Jedni potrzebują na to mniej czasu inni więcej, zależy od organizmu. Jedni mają idealnie gładką cerę, inni zaś mają problem z trądzikiem, którego nie da się ominąć. Ale właśnie te wszystkie "mankamenty" sprawiają, że jesteśmy wyjątkowi. Jeśli bardzo nam coś przeszkadza, możemy to również zmienić, nie mówię, że nie. Bardziej mam na myśli to, że nie ma co patrzeć na kogoś innego, tylko w lustro. Tam własnie znajdziemy osobę, która jest piękna sama w sobie.

Warto też również nie skupiać się na tych złych słowach wypowiadanych w nasza stronę, czy nawet pisanych w internecie, tylko wyłapywać te dobre i trochę się nad tym zastanowić. Dobrym pomysłem jest również kartka papieru, długopis i trochę wolnego czasu (tak jak było w przypadku pewności siebie). Nie tak dawno dostałam zadanie wypisania 100 rzeczy, które w sobie lubię. Powiedziałam, że jest to niemożliwe. I wiecie co? Dałam radę. Nie chodzi w tym o to by wychwalać siebie, lecz daje nam to do zrozumienia, że wcale nie jesteśmy tak beznadziejni, za jakich się czasem niestety uważamy. Na tej liście nie musza znaleźć się tylko rzeczy z wyglądu, ale także charakteru, to jacy jesteśmy. To również składa się na naszą samoakceptację.

Chciałabym, abyś Ty-czytelniku, zaakceptował samego siebie. Jesteś pięknym takim, jakim jesteś. Nie ważne jak wyglądasz, ważne tak na prawdę jest to co masz w środku i co sam o sobie myślisz. Chciałabyś/chciałbyś wyglądać inaczej? Bierz się do pracy! Jeśli jednak czegoś nie da się zmienić, zaakceptuj to i zrozum, że to czyni Cię wyjątkowym. Nie bój się zmian, nie bój się również mówić, że lubisz siebie. Eksponuj to co Ci się w sobie podoba. Nie zwracaj uwagi to co mówią o Tobie inni. Na prawdę nie ma co siedzieć i płakać nad sobą. przeszłam ten etap w swoim życiu i poważnie... nie warto.

Zachęcam do komentowania :)

Trzymajcie się ciepło i do następnego!
xoxo

Komentarze

Popularne posty